Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Dzieci szczęścia





Przytem panna Prakseda miała żołnierską naturę: niebezpieczeństwo, zamiast osłabiać jej męztwo, pobudzało do tem energiczniejszej obrony.
Odrazu oceniwszy piękność lokatorki, wpadła w bardzo wojownicze usposobienie.
Jadwinia rozpakowywała swoją skromną walizkę, w czem dopo-
magała jej, czy udawała, że jej dopomaga, służąca Marysia.
Panna Prakseda tymczasem z siostrą pilnowała nastawionego samowara, a raczej pilnowała siostry, która tej czynności dopełniała na schodach, bo oczywiście byłoby rzeczą
nieprzyzwoitą, gdyby Lucyna sama zostawała choć chwilę po za mieszkaniem.
— Uważałaś, Luciu? — pytała siostry, zajętej wkładaniem drzazek w komin od samowara.
Panna Lucyna miała myśl ociężałą, a przytem była cała zaabsorbowana swą pracą.
— Cóż miałam uważać? — odparła niedbale.
— Ależ ta panna jest śliczna!
— zawołała Prakseda, jakby w tym fakcie upatrywała osobistą obrazę.
— Śliczna? to i cóż? — brzmiała apatyczna odpowiedź.
— To prawdziwe nieszczęście!
Co za płeć, co za włosy, a jakie oczy!
Słysząc ją, można było sądzić, iż wyliczała zbrodnie swojej lokatorki.
— Trzeba będzie podwoić baczność, zwiększyć środki ostrożności... — mówiła dalej Prakseda,
Było to już rzeczą trudną.
Jedyne drzwi, opatrzone były całym systemem zasuw i łańcuchów, a nawet miały maleńki kratkowany otwór, przez który można było obejrzeć wchodzących; okna zaś od góry do dołu
były zasłonięte szczelnie przytykające-
mi firankami, uniemożliwiającemi zupełnie niedyskretne spojrzenia.
Jeśli takie były środki obronne przeciw zewnętrznemu nieprzyjacielowi, wnętrze niemniej było strzeżone.
Baczny umysł panny Praksedy śledził to wszystko, co mogło dać powód do jakiejkolwiek nieprzyzwoitej myśli.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>