Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Reklama:





Zapraszamy:





Dzieci szczęścia






— Takie rzeczy wiedzieć potrzeba — ciągnęła dalej Prakseda — bo inaczej...
Lucyna dotąd obojętnie słuchała tej całej rozmowy, zapijając z największą flegmą herbatę i zajadając bulki; teraz uczula się zapewne w obowiązku poprzeć siostrę i
pochwyciła jej ostatnie słowo.
— Tak, tak, bo inaczej...
Zwracała ona także na Jadwinię swe blade, okrągłe oczy, może nieznośniejsze dla niej w swej bezmyślnej ciekawości, niż bystry wzrok Praksedy.
— Inaczej — ciągnęła ta ostatnia — chcąc nie chcąc, młoda panna daje się pochwycić tym, co na nią czyhają nieustannie. Głód i nędza są ich sprzymierzeńcami.
— Nieinaczej — powtórzyła Lucyna, ocierając usta z zadowoleniem po wieczornym posiłku — głód i nędza są ich sprzymierzeńcami.
— To się widzi co dzień — dorzuciła Prakseda.
Brutalność tej mowy, połączona z tęsknotą, przepełniła miarę sił Jadwini.
Łzy napełniły jej oczy i popłynęły po twarzy dwoma rzęsistemu strumieniami.
Nie wzruszyły one wcale jej prześladowczyń.
— Niema czego płakać — odezwała się ostro Prakseda — to do niczego nie prowadzi.
Jadwinia próbowała się uspokoić, ocierała powieki, ale daremnie; nabrzmiewały one coraz nowemi Izami.
Prakseda wzruszyła ramionami.
— Nie pojmuję, co pani jest. Ho! ho!
znam ja świat i ostrzegam przed jego sidłami; powinnaś mi pani być wdzięczną, jeśli jesteś uczciwą.
Jeśli zaś nie podobają ci się nasze zasady, to nie trzeba było się tu sprowadzać, bo ja wierną byłam im przez całe
życie i taką zostanę do śmierci.
A kto jest w moim domu, słuchać mnie musi.
— Pani... — próbowała przemówić Jadwinia.
— Ja łez nienawidzę!
Kiedy kto nic nie ma na sumieniu, ani złego popełnić nie zamierza, nie potrzebuje płakać; to tylko psuje oczy, zdrowie, odejmuje siły do pracy i obrony.
Myślisz pani, że co łzami zbudujesz? — głupstwo! Łzami brukowana jest droga do piekła. Ot i wszystko.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>